W Krakowie
Noc Reklamożerców znów uboższa niż przed rokiem. W tym tempie za kilka lat pozostanie jedna sala ze świecącą ladą Lecha, a didżej będzie przygrywał na grzebieniu. W zeszłym roku można było brak tej całej promocyjnej otoczki tłumaczyć kryzysem, ale teraz? Gdyby ta impreza nie miała partnerów ogólnopolskich, można by pomyśleć, że w Krakowie wszyscy oni skupili swe wysiłki na
otwarciu centrum handlowego Bonarka. Niestety, takiego wytłumaczenia nie ma.
Natomiast sama Bonarka jakoś nie ma szczęścia do otwierającej kampanii reklamowej. Hasło „Gołąbeczki latają po Bonarce”, z towarzyszącymi mu buziami małych dziewczynek, po szumie wokół „Galerianek” nie wydaje się zbyt fortunne. No cóż, tych reklam nie zobaczymy ani na konkursach, ani na Nocy Reklamożerców.
Reklama zewnętrzna na szczęście nie zawsze tak wygląda.
W jednej z kampanii na billboardach promowane są „destynacje”, które niedługo mogą zniknąć z powierzchni naszej planety. Odwiedźmy, póki możemy. Za chwilę po wyspie zostaną tylko zmarszczki na falach oceanu, po mieście na pustyni – wydma o nietypowym kształcie.
Kiedyś na jednej z prelekcji Tomasz Piotrowski z AmRestu zwracał uwagę, że do lokali KFC przychodzi tyle osób, ile miałaby widownia telewizyjna niejednej intensywnej kampanii reklamowej. Przychodzi jednak z własnej woli, więc strategia budowania ich zaangażowania poprzez działania w miejscu sprzedaży może przynieść bardziej wymierne rezultaty niż obserwacja wyników oglądalności reklam. Niemniej i tak warto inwestować w reklamę, żeby przyciągnąć niezdecydowanych.
Reklama jednak nie promuje samego KFC, ale udział w zabawie w lokalu.
Kto naprawdę kocha reklamy, nawet za dnia z nimi przestaje. Cóż zobaczy? W samych komórkach siedzą
psy z kotami,
bałwany i Mumio oraz
tajni agenci od zagadkowych zdarzeń. W jednym bloku reklamowym tyle dziś rozrywki, że chyba nie ma sensu nic więcej nadawać.